Siemaneczko kochani! W czwartą sobotę miesiąca wkraczamy z tematem w sumie...bardzo aktualnym, bo z podróżami.
Bo jeśli ktoś z was myśli że ja tą całą ferajnę o której pisałam w poprzednich postach trzymam na siłę tylko w linii Paryż-> Dolina Loary toście jesteście w błędzie.To znaczy oczywiście zaczynamy w Paryżu jak najbardziej. To dla nas punkt zero. Ale to co się dzieje później... Hugo by się pewnie w głowie przewracał gdyby zobaczył gdzie ich kuźwa wysłałam.
Bo potem słuchajcie Esmeralda znajduje biologiczną matkę- Tak, u mnie wcześniej niż u Hugo...i wybywa z nią na jakiś czas do Reims. Potem jednak wraca. Pojechała tam tylko dowiedzieć się kim była przed taborem.
Potem z kolei, po kilku rozdziałach Ferajna rusza do Roinville. Najpierw Febus, Fleur, Clopin i jego psy, po kilku dniach dołącza Esmeralda i Djali, potem Matias Hungadi spicali i Wilhelm Rosseau, potem Gringoire i Jehan Frollo.
Ale nie zatrzymują się tam na długo! Już kilka dni później, po nowym roku ruszają do Gandawy do przyjaciela Clopina, Jakuba Kopenola w poszukiwaniu Sibelli.
Potem wrócili do Paryża.
W międzyczasie na krótko byli też w Gonesse i w lennach braci Frollo.
I do końca pierwszego tomu i w drugim tomie akcja toczy się już tam.
Akcja trzeciego tomu dość wcześnie przenosi nas jednak do Saint-Germian, Poisy i Meulun.
Potem zajechali znowu na trochę do Roinville. Potem w powiększonym składzie wrócili do Paryża.
Potem dość szybko udali się jednak do Tours na stany generalne. Spędzili tam całkiem sporo czasu jakby nie patrzeć a Clopin narobił...zamieszania. Jak to Clopin.
W czterdziestym rozdziale wysłałam ich za to słuchajcie...do Polski! I tam też mieli swoją porcję przygód. Też za sprawą Clopina.
A już pod koniec tomu znaleźli się w wymarzonej przez Karola...Italii!
W Italii nasza paczka zostaje chwilę. Jednak już w kolejnym rozdziale ruszają do...Indii! To znaczy najpierw do Lizbony, z Lizbony do Indii. Do Radźputany, gdyż Karol i Clopin obiecali sobie tę podróż. Płyną więc...z Vasco da gamą na gapę.
Jednak że pod koniec rozdziału czterdziestego ósmego wracają do Francji. Po wielu przygodach, niekoniecznie pozytywnych.
W rozdziale pięćdziesiątym za to...jadą do Orleanu, do pewnego kuzyna. ;)
Co robią u Księcia Orleanu na kwadracie? A wpadli z Buta bo...Jak pamiętacie Ginny się w 1 tomie popsuł portal i...w 4 dalej próbowali go naprawić licząc że Ludwik jakkolwiek w tym pomoże- No w końcu kolega ambitny, no nie? ;P
Ludwikowi próby jednak idą topornie więc w Blois i Orleanie nasi bohaterowie zostają...długo. Bardzo długo. Nie żeby im to przeszkadzało, bo Ludwik stara się pomóc i gości ich najlepiej jak umie.
W międzyczasie wpadają jednak jeszcze do Paryża do Biblioteki bo Ginny mówi im o książce Hugo i rękopisów z których czerpał.
Ludwik zaś czerpie najwyraźniej dziką satysfakcję z rozjebywania jej wiedzy historycznej o sobie ;)
Potem krzątali się, trochę po Blois, trochę po Paryżu...Aż w końcu...wracają słuchajcie do Pawii i Mediolanu. No w końcu Ludwik ma tam roszczenia, no nie? ;)
Potem jednak nie kierują się prosto do Paryża. Zahaczają o Amboise. Dopiero potem wracają do stolicy. A potem do Blois. Następnie Ludwik wpada odwiedzić osieroconych nie tak dawno siostrzeńców w Etampes...oczywiście robiąc masowe zawały.
Potem wrócili do Blois. I zostali tam rekordowe dwa rozdziały! Dopiero w 60 Ludwik wraca do Roinville...w misji swaty. I znowu robi zawały tamtejszej służbie swoimi wymaganiami które są wręcz... przerażająco proste.
Potem po nowym roku ruszyli do Amboise...do klasztoru Franciszkanów. I Także tam Ludwik życia...nie ułatwiał.
Potem Ludwik udał się do Blois sam żeby... żeby wszystko naprawić tak jak uznał to za słuszne. I potem Ludwik bardzo długo zostaje u Karola w Amboise.
W listopadzie tysiąc pięćset trzy pojechali na szybko do Langeais gdzie Ludwik miał swoje...momenty. Potem na chwilę do Paryża, i znowu do Amboise.
Do Langeais Ludwik wraca dopiero na swój ślub z Eleną, a potem jadą do Blois- w końcu do domu.
Nawet tam jednak nie siedzą bardzo długo! już niecały rok po ślubie wyjeżdżają do Moulins, potem aż do Wiednia, do Kleve, następnie do Mediolanu, do Pawii, do Rzymu, do Nemours...
Następnie na złamanie karku gnali do Calais odebrać z portu...nietypowy ładunek. ;)
Potem wrócili spokojnie do Blois gdzie Ludwikowi dalej toczyło się życie rodzinne. No..w miarę spokojnie pominąwszy wywalenie kapelana i odwiedziny...pewnej osoby. A Karol...Jak to Karol. Zaczął układać wielkie plany.
Potem na szybko znowu zahaczyli Amboise, potem znowu zahaczyli o Italię, choć tym razem juz nie w celu wojowania!
I tom 4 kończy się jeszcze w momencie ich pobytu w Italii
Ale tom 5 dość szybko przenosi nas.... Z powrotem do Blois, na miłą, rodzinną Wigilię. Jednak Ludwik nie zagrzeje tam miejsca długo bo zaraz po niej jedzie z Karolem i resztą tej powariowanej Ferajny...na Cypr. Gdzie weszli na przełomie kwietnia i maja tysiąc pięćset czternastego. Zajęli Stolicę, Nikozję, o dziwo całkiem pokojowo- strasząc weneckiego namiestnika. Zaraz potem Karolowi się zamanił udział we mszy...w Cerkwii, skoro połowa jego nowych poddanych to prawosławni. A potem zwiedzali- jadąc do Lefkary po koronki
On i Ludwik oczywiście...nie ogarniali ni cholery.
Prawie rok później- w maju 1514 byli jeszcze na pielgrzymce z Eleną, Clopinem i resztą Dworu Cudów do Camargue, do Kali Sary. Oboje zdecydowali się wziąć udział w procesji posągu jako tragarze!
Potem Ludwik latał jak poparzony między lupanarami w Blois, Amboise, Reims, swoją posiadłością w Orleanie, Chatelet i izbą obrachunkową w Paryżu. Wyżył się srodze na prevocie gdy okazało się że nie ma danych których szuka, a przed upierdliwym urzędnikiem izby obrachunkowej musiał legitymować się...własnym mieczem. Na szczęście nie ostrzem a rękojeścią z własnym emblematem osobistym- jeżozwierzem.
Potem znowu był zwrot o sto osiemdziesiąt stopni bo pojechali do Burgundii gdzie Karol...znowu wpadł na wielki plan, niespodziankę dla Ludwika...
Potem wrócili do Blois...ale nie na długo, bo Karola olśniło i szybko gnali do Saint Denis. Z jego teorii nic jednak nie wyszło więc wrócili do Blois.
Ludwik jednak długo tam nie wysiedział- pognał do Cognac załatwiać sprawy rodzinne, zostawić kwiaty na grobie stryja i kuzyna...i pożreć się z wdową po kuzynie.
Do Blois wrócił potem...na krótko. Bo naszych kochanych wariatów wywaiło...za kanał la Manche. Do Londynu...i nie tylko. Zwiedzili całą Anglię! Ludwik chciał pokazać córkom gdzie przetrzymywany był jego ojciec...ale nie chciał robić z tego traumy rodowej więc w kilku miejscach trochę...pośpiewał, nawet jeśli jest beztalenciem...a w Yorkshire pobawili się w Robin Hooda.
Ponownie w domu zameldowali się na krótko bo niedługo później gnali znowu! Najpierw do Nawarry, potem do Etampes.
Potem znowu długo długo siedzieli w Blois... Jednak później wybrali się na wycieczkę do Ferte Millon- Ludwik bowiem prowadził tam remont który właśnie się kończył. Potem nastąpił kolejny powrót do Blois.
A potem... No nie zgadniecie, pognało ich daleko daleko na wschód- do Topkapi! (Kto oglądał Wspaniałe Stulecie? ;) )
Potem wrócili do Blois...choć nie na długo bo Ludwika obowiązki Gubernatora pognały do Paryża do Chatelet. Ale to były słuchajcie dwa tygodnie drogi przez mękę! Z jednym głuchym audytorem i jednym spierdalającym z roboty pisarzem sądowym.
A obecnie dalej są w Paryżu i poszli do Parlamentu Paryskiego bo tam też muszą pozałatwiać.
Jak myślicie? Szybciej im zejdzie? 😂
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz